Torremolinos, Poniedziałek 2012-02-06

Temat: Trochę informacji z mojego życia i przedruk ciekawego artykułu pt. „REFLEKSJA O CYWILIZACJI ZAKŁAMANIA : „KŁAM, ŻEBY BYĆ” --- galeria: Torremolinos jeszcze raz.

Witam Państwa, Dzień Dobry Państwu,
Szczęść Boże,

Byłem dzisiaj na spacerze przeszło 4 godziny. Ciepło, Słońce, piękne niebo bez jednej chmurki, spokojne morze. Zimny wiatr z północy, jaki wiał przez ostatnie kilka dni, zamilkł i tylko czasem leciutko zawiewał. Daleko nie zaszedłem, tylko do „Rybaka” (pomnik rybaka w połowie drogi ode mnie do portu. Dalej nie szedłem, bo jestem ciągle w słabej kondycji i wysokie ciśnienie, sięgające 160 – 180 (na do 60-80) męczy mnie nadal – nie chce ustąpić.
Koło rybaka usiadłem i siedziałem w słońcu chyba z godzinę. A w powrotnej drodze odwiedzałem znajomków, sklepikarzy – szukam ciepłej, długiej podkoszulki i dobrych gatunkowo skarpetek i nie mogę znaleźć – konkurencja jest tutaj taka zawzięta i wszyscy oferują tylko tanie, jak najtańsze, artykuły. Ja staruch, jestem zmarzluchem nie z tej ziemi, a tutaj wszyscy użytkują tylko krótkie koszulki i z krótkimi rękawami.
Dzisiaj postanowiłem opublikować ciekawy z kilku względów artykuł Wiesława Sztumskiego o powszechnie królującym i postępującym zakłamaniu. Artykuł jest moim zdaniem ciekawy m. In. Z tego względu, że prof. Sztumski jest „racjonalistą” i ja też mam się za takiego, On napisał refleksje o zakłamaniu, a ja jutro, może pojutrze, napiszę moje refleksje o Jego artykule i wytknę mu nieprawdziwe informacje i manipulacje, jakich on w tym artykule się dopuszcza.
Ale czytania, to będziecie mieli Państwo co nie miara.
A oto artykuł:
Wiesław Sztumski
Refleksja o cywilizacji zakłamania: „kłam, żeby być”
(„Transformacje- Pismo interdyscyplinarne”, Nr 1-2, 2010)

W przestrzeni kłamstwa
Kłamstwem nie jest głoszenie czegoś, co nie zgadza się z rzeczywistością. Jest natomiast mówienie czegoś, o czym się wie, że to nieprawda, bo nie zostało potwierdzone albo nie da się tego zweryfikować, w celu świadomego wprowadzenia innych albo siebie samego w błąd. Tytułem przykładu podaje dwie definicje kłamstwa:

1."Kłamstwo jest to wypowiedź nieprawdziwa, tj. niezgodna z rzeczywistością, przy czym kłamca wie, jak jest naprawdę i zdaje sobie sprawę z nieprawdziwości swojej wypowiedzi – w odróżnieniu od mylnych wypowiedzi, które są również nieprawdziwe, ale wypowiadający jest również przekonany o ich prawdziwości.” (J Ekiel, J. Jaroszyński., J Ostaszewska., Mały słownik psychologiczny" Warszawa 1965)

2."Kłamstwo jest wypowiedzią fałszywą, której celem jest świadome wprowadzenie otoczenia w błąd.” „Jeśli myślimy o kłamstwie rozumiemy je jako intencjonalne wprowadzenie kogoś w błąd.” (W. Okoń., Słownik pedagogiczny, Warszawa 1975)
Kłamie się wtedy, gdy jest się przekonanym, że jest inaczej, niż się mówi, ale chce się, aby ktoś inny uznał to za prawdę. Jest działaniem intencjonalnym i umyślnym, mimo że niektórym ludziom mówienie nieprawdy tak weszło w krew, że kłamią mimowolnie, nawet nie zdając sobie sprawy z tego. Intencje, jakimi kieruje się kłamca, częściej bywają złe niż dobre. Kłamstwo zawsze jest rozmyślne, bo związane z interesem kłamcy i nieetyczne, nawet wówczas, gdy służy godziwemu celowi. Bliskie kłamstwu są przemilczenie oraz fałsz. Przemilczeniem jest zatajenie prawdy lub wiedzy o czymś (informacji) albo zatajenie faktu. Ma ono miejsce wtedy, gdy coś się wie albo zna prawdę, ale z różnych powodów nie chce się tego ujawnić. Bliskie kłamstwu są dezinformacja oraz głoszenie nieprawdy. Dezinformacja jest albo celowym, albo wynikającym z niewiedzy przekazywaniem fałszywej informacji. Jej celem jest zamierzone lub niezamierzone wprowadzenie w błąd odbiorcę komunikatu, by uniemożliwić mu dojście do prawdy. Celowa i świadoma dezinformacja jest kłamliwa i można ją uznać za formę kłamstwa. Zatajenie prawdy może być całkowite albo częściowe. Częściowe zatajanie prawdy jest głoszeniem półprawdy. Zatajenie prawdy nie jest na ogół kłamstwem. Nie przekazując prawdy nie okłamuje się, tylko po prostu nie informuje się o posiadanej informacji lub wiedzy prawdziwej. Ale w zasadzie nie ma się moralnego obowiązku ujawniać swojej wiedzy lub prawdziwych informacji ani specjalnie chełpić się nimi. Zatajenie prawdy jest więc bliskie przemilczeniu. Niecelowe głoszenie nieprawdy nie nosi znamiona kłamstwa. Co innego, gdy czyni się to rozmyślnie, z pełną premedytacją, gdy jest się świadomym skutków upowszechniania nieprawdziwych informacji.
W ostatnich latach zmienił się radykalnie stosunek ludzi do kłamstwa. komuś, kogo przyłapano na kłamstwie, nie podawało się ręki na powitanie. Kłamca traktowany był zawsze jak niegodziwiec i dlatego nie miał miejsca wśród ludzi uczciwych i honorowych. Kłamstwo piętnowało i pociągało za sobą wykluczenie z grona ludzi porządnych, a w szczególności z elit społecznych. Kłamstwo wzbudzało obrzydzenie i poczucie wstydu. Jeszcze nie tak dawno temu kłamstwu towarzyszył rumieniec na twarzy. Niestety, teraz już tak nie jest. Nie jestem pewien, czy słowo „niestety” zostało tu właściwie użyte. Obserwacja codziennych zjawisk i uczestnictwo w życiu społecznym coraz bardziej budzą wątpliwości ludzi odnośnie do tego, zwłaszcza ludzi wychowanych na fundamentach etyki nie aż do takiego stopnia zrelatywizowanej, jak obecnie. Dziś można mieć coraz bardziej zasadne przekonanie o tym, że w toku ewolucji społecznej kłamstwo zaczęło funkcjonować w roli specyficznego oręża w walce o byt, w jaki wyposażyła nas kultura. W świecie, w którym w wyniku narastania ryzyka wciąż rośnie poczucie zagrożenia oraz związany z nim strach, kłamstwo stało się skuteczną bronią defensywną w walce ze strachem.
(“People live in fear, and the lie is a weapon of defense.”(N. A. Berdyaev, The paradox of the lie (www.berdyaev.com/berdiaev/berd_lib/1939_xxx.html)

Kłamstwem, podobnie jak innymi niegodziwymi instrumentami posługujemy się w celu ułatwienia sobie życia we współczesnym świecie oraz zapewnienia sobie przetrwania i sukcesu życiowego w brutalnej walce konkurencyjnej. Życie udowadnia, że bez kłamstwa trudno jest żyć. Podobno, człowiek kłamie 200 razy w ciągu dnia, gdyż nieuczciwemu żyje się przyjemniej.
(Zob. W. Reinhard, Unsere Lügengesellschaft. Warum wir nicht bei der Wahrheit bleiben, Murmann Verlag 2006)

Dlatego kłamstwo przestaje razić i szokować ludzi. Coraz częściej przyzwala się na nie, przymyka oczy i ocenia pozytywnie na podstawie kryterium użyteczności. W Niemczech od 2003 r. kłamstwo w pewnych warunkach uznano nawet za prawnie dozwolone w myśl orzeczenia Federalnego Sądu Pracy w Erfurcie z dnia 5.2.2003. Negatywnie ocenia się nie to, że ktoś kłamie, tylko, że daje się złapać na kłamaniu. Co gorsze, prawdomówność przestała być cnotą przedstawicieli grup najwyższego zaufania publicznego: najwyższych przedstawicieli władz państwowych, polityków, samorządowców, nauczycieli, naukowców, biznesmenów, a nawet funkcjonariuszy kościoła. Warto przytoczyć stwierdzenie Joe Saltzmana, profesora dziennikarstwa w University of Southern California o powszechności klamstwa w Stanach Zjednoczonych A. P.: „Każdy kłamie. Od prezydenta USA, do Kongresu i zwyczajnych obywateli naszego kraju; jesteśmy narodem kłamców. Badanie ankietowe potwierdziły, że 90% Amerykanów kłamie w pewnych okolicznościach. Nasze wzajemne okłamywanie się stało się sposobem na życie.” Everybody lies. From the president of the U.S. to Congress to the smallest citizen in the country, we are a nation of liars. One survey determined that 90% of Americans lie under certain circumstances. Our lying to each other has become a way of life. (Joe Saltzman, Lying as America's pastime. USA Today ,Society for the Advancement of Education, 19 Feb, 2010.)
Dziś większość z ludzi, którzy z racji zajmowanych stanowisk powinni cieszyć się niepodważalnym zaufaniem, kłamie w takim czy innym stopniu, mniej lub bardziej udolnie i skutecznie. Powszechnie i w skali globalnej kłamią środki przekazu masowego oraz reklamy. Kłamstwo odgrywa coraz większą rolę, żyjemy w przestrzeni kłamstwa, a pejzaż kłamstwa ogarnia cale współczesne środowisko społeczne w skali globalnej. Ludzie nie tylko coraz bardziej kłamią, ale lubią, gdy się ich na różne sposoby okłamuje, gdy na przykład prawi się im komplementy albo pochlebstwa. W szczególności przedstawiciele elit władzy i przełożeni łasi są na kłamstwa i otaczani są kłamcami, którzy wprowadzają ich w błąd albo głoszą kłamliwe pochwały. A im wyższe zajmuje ktoś stanowisko, tym więcej kłamców znajduje się w jego otoczeniu. W pejzażu kłamstwa znajdują się i kłamcy, i okłamywani. Konsekwencją relatywizmu etycznego jest relatywizacja pojęcia kłamstwa, która ma osłabić jego jednoznaczna kwalifikację moralną i usprawiedliwienie. W tym celu obok stopniowania kłamstw wprowadzono pojęcie kłamstwa pozytywnego, które występuje w różnych odmianach: jako kłamstwo szlachetne nieuniknione, tolerowalne i pożądane.
Teraz cnotą nie jest już - jak dawniej - głoszenie prawdy, lecz umiejętność skutecznego i bezkarnego okłamywania. Można by zastanawiać się nad przyczynami tego zjawiska i z pewnością kilka udałoby się odnaleźć. Ludzie kłamią z przyczyn subiektywnych i obiektywnych. Na ogół nie kłamią bez powodu ani dla przyjemności, ale dlatego, że cos ich do tego zmusza; na przykład komunikacja wzajemna, która w pewnym sensie jest grą, a w grze wszystkie strategie i chwyty są dozwolone, również uciekanie się do kłamstwa, jeśli tylko zapewnia ono wygraną
(W Starożytności prawda była wysoce ceniona i uczono prawdomówności; według Herodota, Persowie uczyli chłopców od piątego do dwudziestego roku życia trzech rzeczy: jazdy konnej, strzelania z luku i mówienia prawd) Wtedy kłamstwo jest wprawdzie pożyteczne, ale nie etyczne, bowiem czym innym jest użyteczność, a czym innym moralność. Zazwyczaj kłamstwo czemuś służy i coś daje, jest środkiem do zaspokojenia jakiegoś celu i wynika z jakiejś potrzeby. Przyczyny kłamstwa nie zawsze są racjonalne. Ważniejszymi subiektywnymi przyczynami kłamstwa są: wybujała ambicja być najważniejszym) , chęć dominacji (być przywódcą) i zwykłe lenistwo (łatwiej jest skłamać niż wysilać się nad szukaniem innych sposobów osiągnięcia celu). Kłamie się też w celu przedstawienia siebie w lepszym świetle, sprawienia przyjemności innym albo chronienia ich. Mam jednak wrażenie, że przyczyny subiektywne są wytworem uwarunkowań środowiskowych, zewnętrznych i obiektywnych; są wtórne do przyczyn obiektywnych. Redukcja przyczyn subiektywnych do obiektywnych stwarza pewne niebezpieczeństwo: upatrywanie źródeł kłamstwa nie w sobie samym, lecz w obiektywnym świecie, ma na celu zrzucenie z siebie odpowiedzialności za czyn powszechnie postrzegany jako etycznie naganny na coś, na co nie ma się żadnego wpływu.
( Podobną rolę pełni „zasada zastrzeżenia domyślnego”, zgodnie z którą głoszenie świadomej nieprawdy nie jest kłamstwem, jeśli na przykład świadomie mówi się nieprawdę osobom, które nie mają prawa znać prawdziwej informacji. (Zob. M. Salwowski, Tradycyjny absolutyzm moralny vs. etyka sytuacyjna - pytania, zastrzeżenia, odpowiedzi, http://salwowski.msza.net..html, 11.1.2007) W tym wypadku ma się raczej do czynienia z przemilczeniem albo dezinformacją.)
Wówczas kłamiąc z powodu jakiejś obiektywnej konieczności chce się uniknąć oceny moralnej. Tyle tylko, że kłamstwo jako świadomy przekaz nieprawdziwego komunikatu jest wyłącznie dziełem człowieka, a nie okoliczności, ponieważ w ostatecznym rachunku to on podejmuje decyzję (obojętnie, czym jest ona podyktowana), żeby skłamać. Ciekawostką jest to, że tylko ludzie kłamią. Według Dostojewskiego „Kłamstwo - to jedyny człowieczy przywilej wobec wszystkich innych organizmów”. Wprawdzie zwierzęta też czasem wprowadzają w błąd albo ludzi (np. swoich opiekunów), albo inne zwierzęta (zwłaszcza drapieżników), które zagrażają życiu ich lub potomstwu, ale one nie kłamią, gdyż nie czynią tego świadomie, chociaż zapewne celowo. Wprowadzając innych w błąd kierują się wyłącznie naturalnym instynktem samozachowawczym, a nie perfidią. Z tej racji kłamstwo trzeba rozpatrywać w aspekcie istotnej cechy gatunkowej człowieka, która nie jest mu wrodzona, lecz indukowana przez środowisko kulturowe.
Na pytanie, czy zwierzęta też kłamią, nie ma jeszcze ostatecznej odpowiedzi. Zdania są wciąż podzielone, ale z publikacji na ten temat wynika, że jeśli nawet kłamią, to tylko naczelne, czyli najbardziej zbliżone do ludzi. (Zob. np. V. Sommer, Lob der Luge: Tauschung und Selbstbetrug bei Tier und Mensch, 1992 oraz C. Mayer, Lob der Lüge, Warum wir ohne sie nicht leben können, 2007)
Obiektywnych przyczyn kłamstwa upatruję przede wszystkim w sferach ekonomii i ideologii. Gdy zysk jest siłą napędową i ostatecznym celem życia i działań ludzi, nie przebiera się w środkach, by go osiągnąć. Wedy normalna rywalizacja między ludźmi zmienia się w brutalną walkę konkurencyjną, nazywaną „walką szczurów”, a kłamstwo w dużym stopniu zapewnia zwycięstwo w niej. Gospodarce liberalistycznej sprzyjają różne ideologie, tworzone w celu legitymizacji tego typu gospodarki i zachęcania do jej dalszego rozwoju. Najbardziej sprzęgnięta z tą gospodarką jest ideologia konsumpcjonizmu, która promuje kult posiadania oraz dążenie do korzystania z wszelkich dóbr, a bogactwo uznaje za najważniejszy wyznacznik wartości człowieka i jego pozycji w społeczeństwie. To wymusza na ludziach pogoń za bogactwem i zyskiem. Tu także wszystkie chwyty są dozwolone, a przede wszystkim ten dość prosty i skuteczny, jakim jest uciekanie się do kłamstwa.
Zaczęły już pojawiać się publikacje o zakłamanym świecie, a nawet ukuto nazwę społeczeństwie kłamstwa. Zob. Np. R. Hettlage (red.), Verleugnen, Vertuschen, Verdrehen. Leben in der Lügengesellschaft, Koblenz 2003; Wojciech Chudy, społeczeństwo zakłamane esej o społeczeństwie i kłamstwie, 2007)

Głównie w aspekcie coraz bardziej zakłamanej ekonomii i polityki, o kłamstwie jako powszechnym instrumencie walki konkurencyjnej w handlu, propagandzie i masmediach oraz narastających zjawisk kłamstwa w nauce. (

Zwracałem na to uwagę w wywiadzie udzielonym „Przekrojowi” (Nauka się prostytuuje,„Przekrój“ Nr 31/3293/ 31 lipca 2008 )

Nie sposób w jednym artykule zaprezentować funkcjonowanie kłamstwa we wszystkich sferach życia. Dlatego ograniczam się do kilku wybranych, a mianowicie do kłamstw w dziedzinie ekonomii, polityce, języka i religii.

Kłamstwo w ekonomii i polityce

Kłamstwo w ekonomii dotyczy nie tylko teorii, lecz także praktyki. Wiele modeli gospodarczych i przewidywań opiera się na przesłankach, które są albo iluzoryczne (życzeniowe), albo nieprawdziwe, albo nie znajdują racji we współczesnym świecie, bo są przestarzale przede wszystkim z metodologicznego punktu widzenia i (Nawiasem mówiąc, o błędnych założeniach, na których buduje się modele gospodarek, wspominałem w czasie dyskusji na międzynarodowej konferencji ekonomistów, zorganizowanej przez GTAP na Tajwanie w 2002 r. (The 5th Conference On Global Economic Analysis),

archaiczne, bo rzeczywistość ekonomiczna zmieniła się radykalnie. Poza tym w epoce konsumeryzmu niektórzy ekonomiści, zwłaszcza analitycy, którzy opracowują ekspertyzy, statystyki („Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki” - Mark Twain) i prognozy, ulegają wpływom politycznym, ideologicznym i korupcyjnym ze strony świata biznesu i finansjery. Trafnie na ten temat wypowiedział się Prof. G. Kołodko: Ekonomia jako dyscyplina "miękka" ulega naciskom interesów grupowych i ulega wpływom ideologii, a także mody. Taki proceder jest powszechnie uważany za moralnie naganny w przypadku polityków czy administracji, policji czy sędziów, bo to oczywista korupcja, natomiast jest raz to niedostrzegany, kiedy indziej tolerowany w przypadku ekonomistów To jest charakterystyczne dla epoki konsumeryzmu, w której żyjemy. (…) Ekonomiści bywają tak samo do wynajęcia, jak ludzie innych opiniotwórczych profesji. (…) Wszystko na sprzedaż, cel uświęca środki, więc kłamać też wolno. (G. Kołodko, Marketing – zorganizowane kłamstwo? (Wywiad udzielony miesięcznikowi „Brief”, grudzień 2009)

Dlatego „Nikt nie powinien przyjmować prawd ekonomistów jako prawd objawionych. ( Prof. R. Frydman dla Money.pl (23.11.12009)
A zatem, ekonomiści mogą też kłamać, co zresztą nagminnie czynią. Gospodarka liberalistyczna, której podstawą jest wolność w doborze środków służących wzrostowi gospodarczemu, bogaceniu się i powiększaniu zysku, silą rzeczy musi korzystać z kłamstwa i tolerować je jako jeden ze skutecznych środków zapewniających osiągnięcie tych celów. Nic więc dziwnego, że ekonomiści starają się znaleźć usprawiedliwienie dla kłamstw. A jeśli tak, to etyka w biznesie, rozwijana przez etyków i szeroko opisywana w różnych publikacjach, pozostaje etyką na papierze, a nie w rzeczywistości. Wszelkie kodeksy etyczne, jakimi powinni kierować się biznesmeni, funkcjonują w rzeczywistości życzeniowej, bo nie są na ogół respektowane. Ich celem jest chyba przekonanie ludzi o tym, że biznes w gospodarce liberalistycznej może być i jest moralny, chociaż fakty znane z życia codziennego temu przeczą. Powszechnie wiadomo, że naczelnym prawem kapitalizmu jest troska o własny interes, a nie o cudzy (The first rule of capitalism is self interest. (B. F. Ganley, The Worldwide Ultimatum: To Live The Lie or Accept The Truth , Published on Socyberty, Dec 20, 2009)

a obrona własnego interesu usprawiedliwia stosowanie nawet niegodziwych chwytów. Etyka biznesu służy raczej dobremu samopoczuciu biznesmenów i legitymizacji niemoralnych działań większości z nich, a w ostatecznym rachunku okłamywaniu ludzi w kwestii uczciwej działalności biznesowej. Ekonomia przypuszczalnie jest dziedziną, w której najczęściej i najbardziej korzysta się ze statystyk porównawczych w celu zatuszowania kłamstw i buduje modele oraz prognozy na fałszywych (kłamliwych) przesłankach.
Podobnie zresztą oszukańczą rolę pełni etyka polityki. Epoka etycznych polityków - a tacy zdarzali się w historii - minęła już chyba bezpowrotnie. To, co teraz dzieje się w polityce światowej jest zaprzeczeniem wszelkich norm dobrych obyczajów. Od czasu Platona funkcjonuje pojęcie tzw. szlachetnego kłamstwa, które jest jakoby niezbędne do utrzymania stabilności społeczeństwa. (Jego „szlachetne kłamstwo” było też kłamstwem religijnym: chodziło o to, by ludzie czuli się szczęśliwi z tej pozycji społecznej, w jakiej się znaleźli zgodnie z planem boga.) Toteż władcy maja obowiązek kłamać szlachetnie. I czynią to cały czas i na różne sposoby: kłamią na coraz szerszą skalę i coraz mniej szlachetnie. I nie chodzi im o utrzymanie ładu społecznego w państwie, tylko własnych stanowisk i o zapewnienie sobie korzyści, jakie z tym się wiążą. Świat polityki jest pełen zakłamań i oszustw, a masmedia łudzą nas światem wirtualnym zamiast ukazywać to, co jest prawdziwe i co dzieje się w świecie rzeczywistym. W wyniku masowej edukacji wzrasta dostępność do prawdy. Nie jest ona już własnością elit, lecz coraz szerszym rzeszom ludzi. Inaczej mówiąc wraz z postępującą w ostatnich dziesięcioleciach realizacją idei demokracji również prawda ulega demokratyzacji. W związku z tym wydawałoby się, że równolegle z tym procesem sfera kłamstwa powinna zmniejszać się. Tymczasem tak nie jest. Paradoksalnie, demokratyzacja prawdy sprzyja raczej szerzeniu się kłamstw aniżeli ograniczaniu ich lub powstrzymywaniu się od nich. Można by twierdzić, że procesowi demokratyzacji wiedzy i prawdy towarzyszy proces demokratyzacji kłamstwa. Chyba jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego że przekazywana wiedza zawiera coraz więcej elementów kłamstwa, a co gorsze, odnosi się także do wiedzy naukowej. Wskutek demokratyzacji nauki i podporządkowania jej prawom rynku (nauka jest towarem, który podlega mechanizmom rynkowym) coraz częściej pracuje ona na użytek komercji. Stąd coraz częściej spotyka się fałszywych wyników badań naukowych, a szczególnie ich kłamliwych interpretacji na użytek świata biznesu, ideologii oraz polityki. Zmusza to do zastanawiania się nad tym, ile nauki jest jeszcze w nauce. A po drugie, sam przekaz wiedzy jest z różnych przyczyn kłamliwie deformowany. W tym przypadku znowu narusza się normy kodeksów etycznych, które powinny obowiązywać pracowników środków przekazu masowego. Wszystko wskazuje na to, że etykę polityki powinno się postrzegać raczej w kategoriach nostalgii i jako ideał, od którego coraz bardziej oddalają się politycy wszelkich maści. A mówienie o etyce polityków jest podobnym oszustwem, jak o etyce w biznesie, handlu, i propagandzie, gdzie najważniejsza jest skuteczność. Przecież „Polityka została wymyślona po to, aby kłamstwo brzmiało jak prawda” - jak mawiał George Orwell. Wydawać by się mogło, że powszechny światowy proces demokratyzacji, przechodzenie od systemów dyktatorskich i totalitarnych do demokratycznych powinny sprzyjać odchodzeniu od kłamstw w polityce. Wszak dyktatura i totalitaryzm ufundowane są na kłamstwie i zmuszają ludzi do żyjących w tych ustrojach do życia w kłamstwie. Tymczasem okazuje się, że kłamstwa panoszą się równie dobrze, a może lepiej w ustroju demokratycznym, gdyż „rzeczywistość rządzoną przez Kłamstwo zastępuje rzeczywistość rządzona przez kłamstwa”, a „kłamstwo polityczne jest dla demokracji tak samo groźne jak polityczna prawda dla totalitaryzmu”. (J. Żakowski, Od Kłamstwa do kłamstwa, w: „Polityka”, 6 maja 2009)


Zakłamana mowa

Język odzwierciedla relację do świata. Przypisuje mu się trzy rodzaje funkcji: kognitywną, społeczną i afektywną. Pierwsza sprowadza się do opisywania świata; dzięki niej artykułuje się i przekazuje wiedzę o świecie postrzeganym lub wyobrażanym. Druga sprowadza się do miejsca i roli języka w komunikacji społecznej, w regulacji stosunków międzyludzkich i określaniu ról społecznych. A trzecia związana jest z przekazywaniem emocji, nastrojów, zdziwienia, fascynacji i ekspresji. Do tych funkcji języka należy dodać jeszcze jedną - heurystyczną i kreatywną. O ile tamte miały charakter bierny, to ta ma charakter aktywny w stosunku do świata. Język nie tylko opisuje się rzeczy i ich stany, wspomaga myślenie, rozwiązuje problemy, wyraża myśli, wrażenia, uczucia oraz stany ciała i ducha, ocenia wydarzenia, zachowania i sytuacje, a także wymienia informacje oraz przekazuje tradycje kulturowe, ale umożliwia też ingerencję w zachowanie się i postępowanie innych ludzi, ponieważ dostarcza wskazówek (instrukcji) do kształtowania postaw i postępowania. Wskutek tego jest wykorzystywany do sterowania zachowaniem, postępowaniem i działaniem ludzi. Jest więc narzędziem, za pomocą którego pośrednio, ale skutecznie można kształtować świat i zmieniać go. Stosownie dobrane i odpowiednio wypowiadane słowa (retoryka i artykulacja) mogą pobudzać do działań korzystnych lub niekorzystnych albo do bezczynności. Społeczna i afektywna funkcja języka mogą być narzędziami manipulacji i kłamstwa i coraz częściej używa się ich do tego na szerszą skalę.
Słowa są potężnym instrumentem komunikacji społecznej. Powinno się w sposób jednoznaczny przyporządkowywać im desygnaty: przedmioty, zjawiska, itp. i by wypowiedzi były zbudowane z nich odzwierciedlały rzeczywistość, czyli żeby były prawdziwe. Inaczej mówiąc, w języku powinna obowiązywać zasada referencji. Nakazuje ona przestrzeganie adekwatnego związku słów z tym, co one oznaczają albo, z tym, co się wypowiada. Zasada ta zabezpiecza, choć niezupełnie, przed nadużywaniem języka w celu okłamywania ludzi. Niestety, w naszych czasach jest ona coraz mniej respektowana, podobnie zresztą, jak wiele innych tradycyjnych zasad obowiązujących w kulturze w ogóle, a w szczególności w kulturze języka. Osłabia ją i wypiera zasada relatywizmu znaczeniowego, w myśl której znaczenia słów zależą od uwarunkowań społecznych: w wymiarze przestrzennym - od języków, kultur, wierzeń, ideologii, a wymiarze czasowym - od sytuacji historycznej, w której coś się mówi. Zasada relatywizmu znaczeniowego stwarza warunki do dokonywania nadużyć semantycznych i dlatego umożliwia manipulację znaczeniami słów w celu wprowadzania ludzi, do których słowa te są adresowane. Z tej możliwości korzysta się coraz bardziej, a wielu specjalistów od reklamy, propagandy i komunikacji społecznej głowi się nad tym, jak najlepiej dokonywać nadużyć semantycznych. Nie ulega wątpliwości, że w różnych warunkach społecznych i historycznych to samo słowo może uzyskiwać różne znaczenia i mieć różne desygnaty. Dlatego zasadę referencji trzeba raczej traktować jak granicę, do której należy dążyć, aby język mógł dokładnie i bez wieloznaczności opisywać świat, żeby dokładnie odzwierciedlał myśli i nie służył za narzędzie kłamstwa. Albowiem - jak stwierdził Ajschylos - Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią. Relacja jednoznaczności między słowem a jego desygnatem ma miejsce w językach sztucznych i ściśle sformalizowanych - w matematyce i logice. W językach naturalnych słowa i wyrażenia bywają zazwyczaj wieloznaczne. A im bogatszy jest język, tym więcej kryje w sobie wieloznaczności. Deflacja zasady referencji postępuje wraz z szerzeniem się relatywizmu znaczeniowego oraz substytucji znaczeniowej. Oba te zjawiska rozwijają się zresztą równolegle i powodują wzrost „potencjału kłamliwości języka". Rozumiem przez to zbiór elementów językowych (w istocie, pustych redundancji), które mogą być wykorzystywane do manipulacji językiem w celu wprowadzania w błąd rozmówców. Ostatnio, w zatrważającym tempie szerzy się relatywizm znaczeniowy, przede wszystkim za sprawą nieokiełznanej reklamy i nie przebierającej w środkach walki konkurencyjnej w sferach ideologii, polityki i ekonomii.
Język ewoluuje w sposób naturalny wraz z postępem cywilizacji i rozwija się w miarę tego, jak komplikują się stosunki społeczne. Zmianie ulegają sposoby wyrażania się oraz słownictwo. Pojawiają się nowe słowa i frazy, które z czasem zastępują stare; te stopniowo wychodzą z obiegu. Procesy globalizacyjne pociągają za sobą konieczność zapożyczeń z innych języków, przeważnie z tych, które dominują w gospodarce, nauce i technice. Neologizmy początkowo rażą, potem przyzwyczaja się do nich. Z czasem stają się trwałymi składnikami języka powszechnie używanego. Tworzeniu neologizmów sprzyja rozwój języków sztucznych (specjalistycznych) w rozmaitych dziedzinach życia społecznego oraz powstawanie żargonów, jakimi komunikują się różne subkultury. Od kilkudziesięciu lat, podobnie jak w wielu dziedzinach życia, w ewolucji języka działa zasada akceleracji: szybszemu tempu życia i pracy towarzyszy coraz szybsze i niestety, byle jakie myślenie, mówienie i wyrażanie myśli i uczuć. A szybkie mówienie wymaga posługiwania się krótszymi frazami i skrótami językowymi odpowiednio do skrótów myślowych. Ponadto sam język zmienia się coraz szybciej w miarę zmian, jakie w nim zachodzą. Rozwój języka, podobnie jak czegokolwiek innego, nie musi prowadzić do zmian na lepsze. Z jednej strony, język dostosowując się do aktualnych warunków środowiska życia sprzyja lepszej komunikacji i lepszemu funkcjonowaniu ludzi. Dlatego nowy język wydaje się lepszy od starego. Ale z drugiej strony, postęp cywilizacyjny oraz globalizacja przyczyniają się do prymitywizacji języka. Przejawia się ona w postępującej redukcji słownictwa i fraz do możliwie najprostszych, oszczędnych, najkrótszych i w konsekwencji banalnych, w propagacji wyrażeń zaczerpniętych z języków kontrkultur i reklamy oraz w wulgaryzacji języka wskutek szerzenia się języka obscenicznego.
Z globalizacją języka wiąże się pewien paradoks. Z jednej strony, zmierza ona do redukcji języków etnicznych od jakiegoś języka światowego. Natomiast z drugiej strony, postępującą eliminację języków etnicznych kompensuje wzrost liczby języków subkultur. To przeszkadza kształtowaniu się jakiegoś jednolitego języka światowego, potęguje wieloznaczność słów oraz utrudnia ich rozumienie i komunikację interpersonalną. A na dodatek, wzrost liczby subkultur sprzyja postępowi relatywizmu znaczeniowego. Im więcej wieloznaczności i względności rozumienia słów, tym większa możliwość wykorzystywania języka do fałszowania rzeczywistości, do tworzenia zakłamanych obrazów świata, blagierskich opisów oraz kłamliwych interpretacji faktów. Na co dzień z tym zjawiskiem spotykamy się w wywiadach, dyskusjach i wiadomościach transmitowanych przez mass media.
Do wzrostu „potencjału kłamliwości języka" przyczynia się też zjawisko substytucji znaczeniowej. Polega ona na podmianie znaczeń słów, jakich używa się w wypowiedziach, dokonywanej między innymi w celu zafałszowania faktów lub wzmacniania emocji i nastrojów towarzyszących przekazywaniu i odczytywaniu komunikatów o faktach. Nie chodzi tu o zamianę znaczeń na skutek posługiwania się synonimami, lecz o zamianę jednego spośród wielu tradycyjnych znaczeń danego słowa na inne, albo z przypisaniem mu całkiem nowego znaczenia. Manipulanci społeczni stosują substytucję znaczeń zazwyczaj w dwóch celach. Po pierwsze, by usprawiedliwić coś niegodziwego lub nakłonić do pozytywnej oceny moralnej czegoś niegodziwego, a po drugie, żeby wzmocnić negatywną ocenę moralną i wzbudzić odrazę do czegoś, co dotychczas nie uznawano za niegodziwe lub wzmocnić ocenę moralną czegoś mało ważnego. Oba zjawiska - relatywizm znaczeniowy i substytucja znaczeń - sprzyjają nadużyciom językowym.
Ostatnio, nadużycie językowe, związane z relatywizacją i substytucją znaczeń, w intencji okłamywania ludzi lub przeinaczania faktów odnoszą się do powszechnie używanych słów: misja, bohaterstwo i mord.
Intencjonalnym nadużyciem semantycznym jest podmiana znaczeniowa słowa misja. Konwencjonalnie, tradycyjnie i słownikowo znaczy ono "specjalne, odpowiedzialne zadanie, albo podjęcie się pełnienia jakiejś ważnej funkcji społecznej". W każdym ze znaczeń słowo „misja" kojarzy się z celem lub działaniem godziwym, moralnie pozytywnym, a nawet wzniosłym. Wskutek amerykanizacji naszego języka, coraz częściej szafuje się tym słowem. To powoduje, że zatraca już ono swój wydźwięk patetyczny. (Bardzo często słowa obcojęzyczne nabierają w języku polskim specyficznego, bardziej doniosłego znaczenia aniżeli w języku oryginalnym albo na odwrót.) Używa się go nawet do nazywania zadań i działań niegodziwych i etycznie nagannych. Tak więc "misją" nazywa się bezprawną i ludobójczą agresję na jakiś kraj, zabijanie tysięcy ludzi i podobne akcje zbrodnicze dokonywane w imię jakiegoś wyznani, ideologii, polityki lub dla pieniędzy. Tylko patrzeć, jak pospolite akty chuligaństwa i złodziejstwa okażą się również „misjami". Zamiast nazywać tego typu zadania adekwatnie do ich treści, („po imieniu"), nazywa się je „misjami", aby ludzie przywykli do wzniosłości słowa „misja" uznali te godne potępienia akty za usprawiedliwione, a nawet heroiczne, a więc warte nagrody i godne naśladowania. Do rangi „misji” podnosi się także wiele codziennych zadań właściwych normalnej, niczym niewyróżniającej się działalności polityków, urzędników i usługodawców, wykonywanych w ramach normalnych i płatnych obowiązków zawodowych. W rezultacie, politycy, urzędnicy albo usługodawcy, którym wmawia się, jakoby spełniali „misję", będąc przekonanymi, że naprawdę tak jest, wykonują swoje obowiązki zazwyczaj „z łaski", a stąd bierze się ich nonszalancja wobec wyborców, petentów i usługobiorców. Życie codzienne dostarcza licznych przykładów takiego zachowania w instytucjach, urzędach, sklepach i firmach.
Relatywizacji i substytucji znaczeniowej poddawane jest słowo bohaterstwo. Tradycyjnie rozumie się jako niezwykłe męstwo i waleczność, jakaś wyjątkowa odwaga, dzielność i ofiarność. Za czyny bohaterskie awansuje się w wojsku, nagradza i przyznaje odznaczenia państwowe. Tymczasem od pewnego czasu z urzędu mianuje się niektórych ludzi się „bohaterami", awansuje się ich i odznacza, kierując się pobudkami czysto ideologicznymi, partyjnymi, albo politycznymi. „Bohaterem” jest na przykład żołnierz, który niczego wielkiego nie dokonał na wojnie, tylko albo przypadkowo zginął w walce w Iraku lub Afganistanie, albo wpadł w zasadzkę, bo nie zachował należytej ostrożności, albo dal się ustrzelić przez wroga, chociaż sam nie zabił ani jednego nieprzyjaciela. Zwykle awansowano i odznaczano żołnierzy za to, że unicestwili wielu wrogów, albo zniszczyli ważne urządzenia sił nieprzyjacielskich. Teraz - paradoksalnie i śmiesznie - za to, że dali się zabić. Za bohaterów uznawano dotychczas ludzi, którzy służyli interesom państwa, którego byli obywatelami, w którym żyli, pracowali lub uczyli się i to niezależnie od ustroju ani od tego, czy się komuś ten ustrój podoba. Teraz na siłę robi się bohaterów z ludzi, którzy działali na szkodę swojego państwa, kierując się względami ideologicznymi albo zwykłym karierowiczostwem będąc często płatnymi agentami obcych wywiadów. Za „bohaterów" uznaje się teraz także tych, którzy uciekli z ojczyzny ze strachu przed odpowiedzialnością karną, nawet za różne pospolite przestępstwa, albo z chęci poprawy sobie bytu, a nie ludzi, którzy w trudnych warunkach totalitaryzmu uczciwie pracowali dla dobra swoich rodzin i ojczyzny, nie ważne, w jakim ustroju. Przykładów takich można by podać więcej. Pokazują one, jak słowo „bohater" - a co za tym idzie - wyobrażenie i wzorzec bohatera, ulegają dewaluacji w konsekwencji relatywizacji i substytucji znaczeń. Jakie to bohaterstwo, jeśli każdego, kto tylko wyznaje poprawną ideologię i jest lojalistyczny wobec aktualnej władzy, można zadekretować jako „bohatera"? Po prostu chodzi o ordynarne okłamywanie opinii publicznej i szastanie tytułem bohatera dla celów koniunkturalnych.
Takiemu samemu zabiegowi poddane zostało słowo mord. Tradycyjnie i słownikowo oznacza ono zabójstwo, czyli rozmyślne pozbawienie kogoś życia w okrutny sposób. Jest to czyn absolutnie bezprawny i zbrodniczy. Mimo to, coraz częściej za „mord" uznaje się wykonanie prawomocnego wyroku kary śmierci, jeśli tylko ten wyrok nie jest po myśli wyznawców jakiejś ideologii, zwłaszcza w innych warunkach ustrojowych i historycznych. A zatem, każdy wyrok śmierci i wykonanie go można nazwać „mordem" i podważyć jego prawomocność wtedy, gdy go ogłaszano, tylko dlatego, że uznaje się za słuszną jakąś inną ideologię i w zależności od tego, kto aktualnie sprawuje władzę w państwie. I znowu chodzi tu o celowe usprawiedliwienie działań niezgodnych z prawem i wprowadzanie w błąd opinii publicznej za pomocą odpowiedniej manipulacji językowej. Zazwyczaj dotyczy to zdarzeń minionych. Wydaje się słuszne, by do zasady „prawo nie powinno działać wstecz" dodać też zasadę „ocena moralna prawa nie powinna działać wstecz". Każdy może z perspektywy czasu oceniać jakiś wyrok sądowy jako sprawiedliwy lub nie, ale nie może poddawać w wątpliwość jego prawomocności w momencie ferowania go w świetle wówczas obowiązujących przepisów prawa. Podobnie, rozstrzelanie kilku tysięcy bezbronnych oficerów polskich w Katyniu nazywa się mordem, ale unika się nazywania mordem zabicie kilkudziesięciu tysięcy ludności cywilnej w ataku bombowym na Drezno w 1945 roku ani zabijanie ludności cywilnej w Palestynie, Serbii, Iraku i Afganistanie.
Innym rodzajem nadużycia językowego jest nieuzasadniona zmiana zakresu jakiegoś słowa. Zazwyczaj chodzi o rozszerzanie go. Jeśli jakaś sprawa dotyczy kilku jednostek, to przedstawia się ją jako sprawę dotyczącą grupy społecznej, a jeśli jakiejś grupy, to - jako sprawę mniejszości narodowej albo nawet całego narodu. Z tym nadużyciem językowym ma się do czynienia w przypadku relacjonowania różnych protestów społecznych, strajków albo represjonowania mniejszości narodowych. (Na przykład w Białorusi - kłopoty z władzami jednej grupy przenosi się na całą mniejszość narodową Polaków). Cel takich nadużyć jest przejrzysty: chodzi o wzmocnienie emocji za pomocą wzbudzania litości, żalu lub nienawiści w stosunku do dużej liczby ludzi. Jeśli bowiem jakaś kwestia dotyczy wielu, to wygląda na bardziej poważną niż wtedy, gdy dotyczy tylko jednostek.

Substytucja i relatywizacja znaczeń różnych słów jest zjawiskiem nieuniknionym w procesie naturalnej ewolucji języka. Z tej racji są one moralnie obojętne. Natomiast wynaturzeniem jest instrumentalne wykorzystywanie tego zjawiska przez ideologów, polityków, reklamo-twórców, propagandystów itp. do niecnych celów fałszowania rzeczywistości i do wywoływania odpowiednich nastrojów społecznych na zmówienie. Jest to bez wątpienia zjawisko naganne i karygodne. Jeśli język ma być instrumentem dochodzenia do prawdy - a to jest jedną z jego funkcji - i ma służyć wyrażaniu rzetelnych komunikatów, to należy ograniczać i eliminować przypadki nadużyć semantycznych. W przeciwnym wypadku prawdziwe byłoby stwierdzenie: „Mowa jest dziwką, którą każdy może dowolnie wykorzystywać.”
(Christine Grän, Córka dziwki, Wydawnictwo: Książnica, 2005, s.153)


Zakłamana wiara

Wiara jest szczególną domeną kłamców, co wynika z jej natury i specyficzności. Od najdawniejszych czasów wierzenia religijne opierają się na zdolności człowieka do transcendencji, czyli możliwości tworzenia w swojej świadomości bytów przekraczających możliwości poznania zmysłowego i rozumowego oraz na fundamentalnym kłamstwie filozofów, którzy na różne sposoby uzasadniają realność bytów transcendentnych i nadprzyrodzonych, a w szczególności bóstw. Można to uznać za kłamstwo tak, jak wszystkie domysły niesprawdzone i nieuzasadnione na drodze racjonalnej. Niektórzy okłamują ludzi z premedytacją, inni w sposób niezamierzony, być może w konsekwencji swoich naiwnych poglądów. Te kłamstwa maja wielowiekową tradycję i utrwalane są w świadomości potocznej za pomocą przekazu z pokolenia na pokolenie poglądów, mitów, kultów i oraz w wyniku stałego odnawiania starych koncepcji ontologicznych zbudowanych na realizmie pojęciowym. Między filozofią i religią występuje specyficzna zależność: religia rozwija i petryfikuje poglądy filozoficzne, które uzasadniają wiarę w bóstwa, a deprecjonuje i zwalcza te, które tę wiarę osłabiają. Kłamstwem jako skutecznym narzędziem manipulacji, najczęściej i najchętniej posługują się przywódcy duchowi tych kościołów, które pretendując do globalnego panowania i uprawiają politykę imperializmu wyznaniowego. Szczególnie celuje w tym kościół katolicki, który ze swej istoty i nazwy kieruje się tak wybujałymi ambicjami, że samozwańczo uzurpował sobie cechę powszechności. Nazwa katolicki (καθολικος) znaczy uniwersalny, powszechny, czyli - w dzisiejszym rozumieniu „globalny”. Samo zawłaszczenie tej nazwy świadczy o zakusach imperialnych kościoła katolickiego. Czyni on wszystko, by w przyszłości stać się jedynym globalnym kościołem i za wszelką cenę dąży do rozszerzania swych wpływów poprzez działalność propagandową na wszystkich kontynentach, nazywaną dla zmylenia ”misyjną”. Uznawanie wyłącznie jednej (swojej) wiary za jedyną prawdziwą, poprawną lub słuszną jest jednym z fundamentalnych kłamstw, ustawicznie powtarzanych przez katolików. Żadna inna religia światowa - islam, buddyzm i taoizm - nie mają aż tak wygórowanych aspiracji, a przynajmniej nie manifestują ich i tak ostentacyjnie i nie realizują. Imperia podporządkowane kościołowi katolickiemu oficjalnie - na mocy uznania zwierzchnictwa papiestwa - albo skrycie - poprzez agenturalne działania różnych organizacji kościelnych: laikatów, misji, zakonów i placówek dyplomatycznych -prowadziły wojny w celach religijnych w imię jedynego samozwańczego boga. (Warto zauważyć, że tylko kościół katolicki wywalczył sobie państwowość i od wieków jest podmiotem prawa międzynarodowego.) Wojny te nazywano „krucjatami” „misjami” albo „nawracaniem na prawdziwą wiarę” w celu okłamywania opinii publicznej. W istocie prowadzone były w celu umacniania pozycji Watykanu i wzrostu jego wpływu na politykę światową w wyniku rozbudowy infrastruktury kościelnej, zdobywaniu na siłę nowych wyznawców (mordowaniu innowierców, których pejoratywnie nazwano „poganami”) oraz likwidacji innych kościołów przeszkadzających budowie światowego imperium papieskiego. A przy okazji realizowano też cele ekonomiczne (grabieże) oraz polityczne (podbój i okupacja przez państwa katolickie), by uczynić z Państwa Watykańskiego światową potęgę finansową.
(Od około dwudziestu lat straszy się (czynią to wyłącznie katolicy i żydzi, a oba te wyznania mają wspólne korzenie) ludzi islamem w związku z atakami terrorystycznymi fundamentalistów muzułmańskich. Nie mają one wcale na celu szerzenia islamu. Są aktami rozpaczliwej obrony przed agresorami i okupantami oraz przed panowaniem zdegenerowanej, podporządkowanej złotemu cielcowi kultury zachodniej, którą wielu ludzi odrzuca. Kłamstwo o terroryzmie muzułmańskim jest skwapliwie, chociaż niejawnie, podtrzymywane przez kościół katolicki. Chodzi mu o deprecjację oraz wykluczenie ewentualnego konkurenta z gry o zdobycie władzy wyznaniowej w świecie. Jednak, aby zmylić opinię publiczną, Watykan podejmuje faryzejskie próby pojednania z muzułmanami, z góry skazane na niepowodzenie, ponieważ pojednanie traktuje jako akt „łaskawego” uznania islamu i sprowadza je do uznania hegemonii katolicyzmu. Jest to jeszcze jeden przykład zakłamania katolików.)

Rozumienie wiary ograniczam do jej węższego znaczenia, do wymiaru mistycznego lub religijnego - według mnie(J.K), takie ograniczenie wypływają z własnej wiary w swoją ideologię, przeciwną wierze krytykowanej .



(Można też szerzej rozumieć wiarę szerszym znaczeniu jako pewność i ufność (sobie, komuś lub czemuś), jako przekonanie o słuszności i prawdziwości a także jako zaufanie do kogoś lub czegoś.)


. Wiara funkcjonuje przede wszystkim w wymiarze egzystencjalnym i wiąże się z subiektywnym przekonaniem o realnym istnieniu kogoś lub czegoś transcendentnego albo czegoś niepojętego. Ostatnie badania neurofizjologów mózgu pokazują, że zdolność czy skłonność do transcendencji jest właściwością mózgu ludzkiego. (Zob. M. Blume, Homo religiosus, w: „Gehirn & Geist“, 6.3.2009)
Stąd wynikałoby, że wiara w ogóle jest dziełem natury i że każdy człowiek jest na swój sposób wierzący. Jednak w wierze religijnej chodzi nie tylko o samo istnienie bytów transcendentnych, lecz o przekonanie o tym, że posiadają one moc sprawczą, że mogą one powoływać coś do istnienia, nawet z niczego (creatio ex nihilo) albo zmieniać rzeczywistość. Bez wątpienia wiara w moc sprawczą bytów transcendentnych jest dziełem kultury. W jednym i drugim wypadku opieramy się na kłamstwie lub samookłamywaniu się o realnym istnieniu bytu transcendentnego i o uznawaniu go za przyczynę sprawczą. Tak czy inaczej naturalnym i kulturowym fundamentem wiary jest kłamstwo.
Wiara może spełniać się w określonych warunkach społecznych. Przede wszystkim w warunkach ryzyka i niepewności. Wierzy się, że byty nadprzyrodzone pomogą przeżyć w środowisku zagrożeń lub zrealizować zamierzony cel albo życzenie mimo ryzyka niepowodzenia. A im większe zagrożenie i ryzyko, tym głębsza jest wiara w sukces. Takie środowisko nie może być w pełni zdeterminowane, lecz musi zawierać elementy przypadków i zdarzeń losowych. Dlatego obiektywną przesłanką wiary jest przebywanie w środowisku nie w pełni zdeterminowanym. Inaczej mówiąc, wiara występuje w warunkach indeterminizmu.
Przez indeterminizm rozumiem przeciwieństwo determinizmu klasycznego, zwanego „ścisłym” albo „sztywnym”, czyli determinizmu zredukowanego w zasadzie do kauzalizmu.)

W warunkach ścisłego determinizmu wiarę zastępuje wiedza, która pozwala wszystko przewidzieć. Tam nie ma też miejsca na oczekiwanie, gdyż z góry wiadomo, że to, czego się oczekuje, musi zdarzyć się zgodnie z określonymi prawidłowościami. A w takim razie nie ma tam miejsca na nadzieję, gdyż jest ona ściśle związana z oczekiwaniem. Gdzie wszystko jest pewne i gdzie nie ma czego oczekiwać ani wiązać z czymś nadzieję, tam nie ma miejsca na wiarę.

Przedmiot wiary nie powinien być faktem. Nie ma miejsca na wiarę w obszarze faktyczności, czyli w świecie empirycznie potwierdzonych zjawisk. Przedmiot wiary nie wymaga potwierdzenia ani empirycznego, a tym bardziej naukowego. Podobnie jak wypowiedzi wynikające z wiary. Wiara jest więc odporna na prawdę i niezależna od niej. Przedmiotem wiry jest coś, o czym tylko przypuszcza się, że jest. A zatem, wiara może dotyczyć obszaru hipotetyczności,

(Natomiast dzięki wierze może nastąpić translokacja bytu z obszaru hipotetyczności do obszaru faktualności, ponieważ wiara może z bytów hipotetycznych czynić byty faktyczne. Jeśli ktoś w cos wierzy, to dla niego przedmiot wiary jest czymś, co istnieje realnie, czyli występuje w roli faktu.)

czyli w obszarze niewiedzy, wiedzy poza-empirycznej lub nienaukowej. Wierzy się w to, co nie jest faktem, czego się nie wie, co nie jest pewne, co się z góry zakłada, co się przypuszcza albo wyobraża sobie, czego tylko domyśla się, spodziewa lub oczekuje. Fakty nie wymagają wiary. Fakt w ogóle nie potrzebuje odwoływać się do wiary; może się bez niej obyć. A wiara wcale nie umacnia faktu, nie czyni go bardziej pewnym. Niektórzy sądzą, że jeśli umocnią A zatem, wiara realizuje się w obszarze niewiedzy, a jej natężenie jest proporcjonalne do braku wiedzy. Byty transcendentne stroi się zazwyczaj w szatę materialną i uprzedmiotawia. Z jednej strony, umożliwia to ich upoglądowienie i ułatwia komunikowanie innym ludziom własnej wiedzy o nich. Z drugiej strony, dzięki temu, że czyni się je namacalnymi i dostępnymi, stają się jakby realnie istniejącymi. To wynika z samookłamywania się o ich przedmiotowo-poglądowym istnieniu.

Warunkiem koniecznym do występowania wiary jest irracjonalność. Musi ona przekraczać granice wyznaczone przez rozum, myślenie logiczne i poznanie zmysłowe, dlatego że poznanie bóstwa, wykracza poza możliwości rozumu ludzkiego.

(Zob. R. Kubsch, T. Schirrmacher, Natürliche Theologie: Was kann die Vernunft über Gott wissen?,w:Ch.Hermann Wahrheit und Erfahrung - Themenbuch zur Systematischen Theologie: Einführende Fragen der Dogmatik und Gotteslehre, Wuppertal 2004)
Irracjonalność stanowi pokarm dla wiary, a intensywność wiary jest proporcjonalna do stopnia irracjonalności. Dlatego istnienie obiektów wiary i przekonania wynikające z wiary uzasadnia się za pomocą pozaracjonalnych kryteriów prawdziwości: intuicji (odnosi się wrażenie albo czuje się, że prawdą jest to, w co się wierzy), przeświadczenia, (nie ma się wątpliwości co do prawdziwości tego, w co się wierzy), woli (chce się, aby to, w co się wierzy, było prawdą), powinności (należy uznać za prawdę to, w co się wierzy) oraz emocji (byłoby przyjemnie, gdyby to, w co się wierzy, okazało się prawdą). Do wiary i poszukiwania oparcia w bytach transcendentnych, w wytworach własnej albo cudzej wyobraźni, w sferach domysłów, możliwości, fantazji, fikcji i złudzeń skłania ludzi lęk o swoje istnienie, przeżycie i możliwe porażki. A większym zaufaniem darzy się to, co hipotetyczne, odległe, nieuchwytne i abstrakcyjne, aniżeli to, co faktyczne, bliskie i namacalne; im bardziej jest coś abstrakcyjne, odległe, nieuchwytne, chimeryczne i niepojęte, tym mocniej się w to wierzy, zwłaszcza wtedy, gdy zawodzi to, co faktyczne i realne. Wiara jest najprostszym sposobem na znalezienie sobie miejsca w świecie i sensu życia, usprawiedliwienie swego losu i na to, by czuć się bezpiecznym. Podsumowując, wiara występuje i rozwija się w obszarach irracjonalności, hipotetyczności, indeterminizmu, ryzyka, niepewności i niewiedzy. Współczesny świat, jak nigdy wcześniej, spełnia wszystkie warunki niezbędne do eskalacji i intensyfikacji wiary. Tym można tłumaczyć wzrost religijności.
Fundamentem wiary nie może być prawda obiektywna ani materialna, bo nie kryją w sobie elementu tajemniczości. A wiara tego wymaga. Dlatego wiara jest ufundowana na specyficznym rodzaju prawd, na „prawdach wiary”. Ich osobliwością jest to, że dają się weryfikować w odpowiednich społecznościach wyznawców jedynie za pomocą kryteriów irracjonalnych i subiektywnych lub w najlepszym razie intersubiektywnych. Uznaje się je na mocy uchwały najwyższej instancji kościelnej, w przypadku kościoła katolickiego Kongregacji Wiary albo soboru. Wówczas taka prawda wstępuje w postaci dogmatu wiary, który tak długo musi być uznawany przez wiernych za prawdziwy, dopóki pozostaje w mocy uchwała tej instytucji kościelnej, która go ustanowiła. A zatem, nie jest to żadna prawda absolutna pochodząca od boga, jak to kłamliwie głosi kościół, lecz jest wytworem człowieka. Zakres funkcjonowania prawdy wiary jest ograniczony w czasie, (uchwały kościoła nie obowiązują wiecznie) i w przestrzeni (uchwały obowiązują w obrębie lokalnych społeczności wyznawców). Nie mogą one i nie powinny podlegać jakimkolwiek procedurom weryfikacyjnym. Dlatego są tajemnicą wiary. Na tym właśnie polega ich moc.
Doktryna katolicka hipostazuje prawdę. W wyniku tego prawda zmienia się z kategorii epistemologicznej w ontologiczną i zaczyna funkcjonować w postaci jakiegoś realnego bytu. Jest to skądinąd ciekawy i karkołomny zabieg metodologiczny, który ma wprowadzać ludzi w błąd, czyli okłamywać. Wmawia się ludziom, jakoby prawda mogła być ucieleśniana w postać przedmiotu albo człowieka, któremu się ufa i zawierza. W tej konwencji można utożsamiać Boga z prawdą na podstawie znanej wypowiedzi Chrystusa „Jam jest prawdą”.
Tajemniczość prawd wiary (dogmatów) i sprzeciwianie się ich weryfikacji kryje w sobie powątpiewanie o ich prawdziwości i budzi podejrzenie, że mogą być kłamstwami. Katolicyzm potrzebuje kłamstwa do uwiarygodnienia swojej doktryny. Dlatego poszukuje wsparcia w nauce. W tym celu ustanowiono specjalną nagrodę Templetona, czyli „kościelnego Nobla”, przyznawaną za okłamywanie ludzi przez sklerykalizowanych naukowców, którzy głoszą takie hipotezy i tak interpretują odkrycia naukowe, żeby one uzasadniały światopogląd katolicki oraz prawdy wiary. Kościół posługuje się kłamstwem, gdyż wie, że przekonania i stereotypy zbudowane na kłamstwach są trwalsze od ufundowanych na prawdzie, a irracjonalizm cieszy się większym powodzeniem od racjonalizmu. Wie też, że w wielu wypadkach łatwiej osiąga się sukces dzięki działaniom irracjonalnym, wspomaganym przez kłamstwa, aniżeli dzięki postępowaniu racjonalnemu i prawdomówności.
U podstaw katolicyzmu leżą dwa fundamentalne kłamstwa: że człowiek posiada duszę i że rozum i wiara są jednakowo ważnymi środkami poznania. Dusza jest bytem transcendentnym, wymyślonym po to, by z braku dostatecznej wiedzy o człowieku ukazać przyczynę zachowań i działań ludzkich. Jest czymś nie zdefiniowanym, tajemniczym, co rzekomo kieruje zachowaniami, postawami i działaniami człowieka. Na gruncie wiary uznaje się ją za byt obiektywny i samoistny, który może obyć się bez ciała i który. łączy się z ciałem już w momencie poczęcia, wskutek czego zygota uzyskuje osobowość. Przypisywanie duszy wyłącznie gatunkowi ludzkiemu przyczyniło się do antroposzowinizmu, który zrodził antyekologiczne postawy, zachowania i działania. Doprowadziły one do znacznej i nieodwracalnej degradacji naszego środowiska życia. W miarę postępu psychologii i neurofizjologii zakres pojęcia duszy ciągle się kurczy, a badania naukowe w ogóle nie odwołują się do niego. W teologii katolickiej duszę określa się jako „coś”, co jest tchnieniem poruszającym materię, co ożywia ciało, co jest nieśmiertelne, co jest częścią Boga. Te określenia obarczone są błędem nieznane przez nieznane, gdyż odwołują się w członie określającym do zaimka nieokreślonego „coś”, czyli nie wiadomo, do czego. Pojęcie duszy jest dla ludzi wierzących pierwotne i niedefiniowalne, bo zrozumienie go wykracza poza możliwości ludzkiego intelektu, a dla niewierzących jest pojęciem pustym, którym w ogóle nie warto się zajmować. Jeśli katolicy twierdzą, że wiedzą, czym różni się człowiek od innych istot żywych i dzięki czemu żyje, bo ma „duszę”, to po prostu kłamią. Faktycznie posługują się tylko substytutem wiedzy w postaci wiary w wyimaginowaną duszę.
Kłamliwa jest głoszona przez kościół katolicki teza o niezależności rozumu od wiary, nagłośniana od czasu opublikowania encykliki Fides et ratio. Stwierdza się tam, że rozum i wiara są odrębnymi władzami poznawczymi i nie muszą tworzyć sprzeczności ani konfliktować ludzi. Jednak, gdy tak się stanie, to jedynym arbitrem rozstrzygającym sprzeczność między rozumem a wiarą ma być Magisterium Kościoła . (Zob. Jan Pawel II, Fides et ratio, Rozdz. V)
Ono bowiem wytycza granice poznania rozumowego i zakres badań. Pełni więc rolę jedynej wyroczni w kwestiach prawdy i knebla nakładanego na rozum. Wiadomo, że rozum nie sprzyja wierze w boga osobowego, który w katolicyzmie jest przedmiotem wiary i kultu.

Rozum może aprobować boga abstrakcyjnego (absolut, archè, zasada organizująca, intelligent design itp.). Taki bóg może być obiektem wiary oraz kultu różnych wyznań, a nawet bezwyznaniowców, agnostyków i ateistów. Natomiast religia ufundowana na wierze w boga osobowego bardziej wymaga irracjonalności i głupoty niż rozumności i mądrości. Im bardziej ogłupiałe i bezrozumne jest społeczeństwo, tym bardziej skłania się ku takiej religii, a intensywność jego wiary jest proporcjonalna do stopnia głupoty. Dlatego kościół katolicki ogłupia wiernych i utwierdza ich w głupocie, żywi się głupotą, dzięki niej egzystuje i rozwija się. Jego szanse rosną wraz z ogłupianiem ludzi za pomocą kłamstw w postaci dogmatów i prawd wiary. W kościele katolickim za oświeconych uchodzą kapłani, dla których źródłem wszelkiej mądrości jest Nowy Testament. Uzurpują sobie oni prawo do posiadania patentu na wiedzę i mądrości o wszystkim, co w niebie i na Ziemi, do pouczania polityków, naukowców itd. i wtrącania się we wszystko. Wobec tego odwoływanie się we wspomnianej encyklice do niezależnego rozumu, którego zadaniem jest umacnianie wiary, jest symptomem zwykłego kłamstwa. W katolicyzmie rozum i wiedza uczonych pełnią rolę instrumentalną: są narzędziem kłamstwa w rękach kościoła. W encyklice Fides et ratio pisze się, że rozum ze swej natury zwraca się ku prawdzie. Jednak dalej wyjaśnia się, że chodzi o „prawdę chrześcijańską”.
(Wyraźnie zwraca się na to uwagę w encyklice Fides et ratio: „istnieje wiele dróg wiodących do prawdy; ponieważ jednak prawda chrześcijańska ma wartość zbawczą, można iść każdą z tych dróg pod warunkiem, że doprowadzi ona do ostatecznego celu, to Zna
czy do objawienia Jezusa Chrystusa A zatem, nie chodzi o prawdę, tylko o objawienie. Prawdą Jest, że rozum ze swej natury zwraca się ku prawdzie, ale wierutnym kłamstwem jest, jakoby dążył ku prawdzie objawionej.

Wiara wyrasta z kłamstwa lub samookłamywania się, a jej rozwój wymaga stałego permanentnego utrzymywania ludzi w stanie zakłamania. Na kłamstwie zbudowane są fundamenty wiary i religii.

Dlatego opoką wiary jest kłamstwo, a parafrazując zdanie wypowiedziane przez Chrystusa do Piotra „Tu es Petrus et super hanc petram aedificabo ecclesiam meam et tibi dabo claves regis coelorum“ należałoby zastąpići stwierdzeniem „Mendacium, tu es Petrus”. Liczba kłamstw typowych dla kościoła katolickiego, zawartych w podstawach teoretycznych, interpretacjach tekstów i wydarzeń historycznych oraz w praktyce życia codziennego rośnie proporcjonalnie do ambicji globalnego i monopolistycznego panowania. Paradoksem jest odwoływanie się do absolutnej prawdy, utożsamianej z Bogiem, i posługiwaniem się coraz bardziej subtelnymi kłamstwami. W efekcie prawda absolutna przekształca się stopniowo w wierutne kłamstwo. Dlatego, jeśli - być może - świat wyłonił się z Absolutnej Prawdy, to zginie w końcu chyba w Absolutnym Kłamstwie.
Streszczenie
Ludzie zawsze kłamali w różnych sytuacjach życiowych, ale nie tak nagminnie i na ogół wstydzili się tego. Od niedawna czynią to coraz bardziej jawnie i nic sobie z tego nie robią. Kłamstwo stało się czymś zwyczajnym, jest tolerowane przez większość ludzi, a nawet w pewnym sensie nobilituje i świadczy o mądrości życiowej. W każdym razie funkcjonuje ono jako skuteczny instrument w walce o byt, sukces, władzę i bogactwo. Cywilizacja zachodnia ufundowana na liberalizmie ekonomicznym, ideologii konsumpcjonizmu i wolnej konkurencji doprowadziła do pojawienia się społeczeństwa kłamstwa. A kłamstwo przekształciło się z patologii społecznej w normalne zjawisko. Kłamstwem posługują się nawet ludzie największego zaufania i najwyższej władzy: kapłani, uczeni, dziennikarze i politycy. Na kłamstwie ufundowana jest ekonomia, polityka, ideologia i wiara. Globalnemu pochodowi kłamstwa sprzyja relatywizm etyczny i językowy.

Abstract
People always lied in different life situations, but not so massively and generally they were ashamed of it. Recently they lie more and more openly, and they make off nothing. Lie became something ordinary, is tolerated by most people, and even ennobles and states about the practical mind. In any case, she works as efficient tools in the fight for existence, success, power and wealth. The west civilization which is founded on the economic liberalism, the consumptionism and the free competition led to the appearance of the lie society. And the lie was reshaped by the social pathology in the normal phenomenon. Even people of the biggest trust and the highest authority - priest, scientist, journalist and politician - use the lie. 6 February 2012

POZDROWIENIA dla Wszystkich Miłych Czytelniczek i Czytelników. Jutro postaram się odpowiedzieć na wiele zaległych komentarzy, a pojutrze opublikuję swoje refleksje na temat artykułu prof. W. Sztumskiego. Załączam galerię: „Torremolinos jeszcze raz”.

C.d.n.

Galeria zdjec - Terremolinos jeszcze raz


Ta wiadomość nie ma żadnego komentarza
Twój może być pierwszy!

archiwum:
2012-02-06
Temat: Trochę informacji z mojego życia i przedruk ciekawego artykułu pt. „REFLEKSJA O CYWILIZACJI ZAKŁAMANIA : „KŁAM, ŻEBY BYĆ” --- galeria: Torremolinos jeszcze raz.
2012-01-22
Temat: WIADOMOŚCI BIEŻĄCE – odpowiedzi na zalegle komentarze. Galeria : Chiny
2012-01-15
Temat: STALKING, UPORCZYWE NĘKANIE --- art. 190a KK, ha, ha, ha, zachowanie karane jest nawet do 10 lat więzienia. ---- Odpowiedzi na komentarze imć Panu ed, Pani Barbary Ryler Bielawskiej i Panu S. – Galeria „wrzesień remont domu w Kałuszynie”.
2012-01-04
Temat: ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH ---- W TORREMOLINOS ---- ODPOWIEDZI NA ZALEGŁE KOMENTARZE --- galeria: Cmentarz w Meksyku, cz.3
2011-12-20
Temat: KORESPONDENCJA Z HELENKĄ --- Galeria Cmentarz w Meksyku cz.II
2011-12-17
Temat: Śmiejmy się, bo nie wiadomo, czy świat przetrwa jeszcze trzy tygodnie ---- galeria „cmentarz w Meksyku, cz.1”
2011-12-15
Temat: ŚMIESZNY HORROR O YOHIMBINIE ---- Galeria Wystawa o Nadarzyńskich Obywatelach Uczestnikach Powstania cz. 2
2011-12-05
Temat: Następna skarga do prokuratora Kisiela w Sochaczewie. Galeria: Wystawa o Nadzarzyńskich Obywatelach Uczestnikach Powstania cz.1
2011-12-04
Temat: Skarga do Prokuratury na temat szalbierstw MAFII NOTARIALNEJ - Galeria: Życie w wodzie cz.4
2011-12-03
Temat: ODPOWIEDZI NA KOMENTARZE. Galeria: Życie w wodzie cz. 2
2011-11-30
Temat: MÓJ LIST DO NOTARIUSZA W. GRABARKA Z PROPOZYCJĄ POLUBOWNEGO ZAŁATWIENIA KONFLIKTU.
2011-11-29
Temat: KOPIA OSTATNIEGO ZEZNANIA WYSŁANEGO DO AMBASADY W MADRYCIE
2011-11-21
Temat: DRUGI AKT NOTARIALNY, UMOWA SPRZEDAŻY SPORZĄDZONA PRZEZ NOTARIUSZ AGATĘ ŚMIETANKA Załączam galerię: CIECHOCINEK 2
2011-11-20
Temat: MAFIA NOTARIALNA- Pierwszy Akt Notarialny " Przedwstępna umowa sprzedaży" Notariusza W.Grabarka
2011-11-14
Temat: WOLNOŚĆ SŁOWA PO NASZEMU --- HORROR -- galeria „moje portrety – sierpień 2011”
2011-10-24
Temat: Mój ŁABĘDZI ŚPIEW –
2011-09-03
Temat: JESZCZE NA TEMAT mojej TNR I WIELKIEGO WYBUCHU, POWSZECHNIE PANUJĄCEJ NA ŚWIECIE TEORII POWSTANIA NASZEGO ŚWIATA I POCZĄTKU CZASU --- galeria: "Zycie w wodzie, cz. 1.
2011-08-29
Temat: Odpowiedzi na ostatnie komentarze – galeria: Kałuszyn po remoncie zewnętrznym.
2011-08-22
Temat: TŁUMACZENIE ARTYKUŁU O TEORII O NIEBYCIE --- Galeria „ZYCIE W WODZIE cz.3
2011-08-16
Temat: Jestem w Terromolinos --- Odpowiedzi na wiele komentarzy (dużo roboty) – Galeria „Najdroższe obrazy świata, cz.2.”
2011-08-09
Temat: Wczoraj i przedwczoraj byłem znów u Leszków – wybieraliśmy kolory tynku – oglądaliśmy w handlach piece centralnego ogrzewania – byłem u swego adwokata w Siedlcach – galeria: fotosy z Kałuszyna sierpień 2011
2011-08-01
Temat: Dziś rocznica, miałem bardzo ciężki dzień – RELACJA DNIA – GALERIA WYSTAWA O NADARZYŃSKICH OBYWATELACH, UCZESTNIKACH POWSTANIA cz.2
2011-07-31
Temat: Wystawa na Rynku w Nadarzynie --- Spotkanie z Prezydentem Komorowskim w Parku Wolności przy Muzeum POWSTANIA Warszawskiego – galeria „O NADARZYŃSKICH OBYWATELACH, UCZESTNIKACH POWSTANIA”.
2011-07-28
Temat: ROZKAZ dzienny Nr. 44 Dowódcy IV Zgrupowania GURT, czyli Batalionu Gurta --- galeria fotosy ze spaceru cz. 2
2011-07-27
Temat: LESZEK MA CIĘŻKĄ PRACĘ PRZY REMONCIE DOMU W KAŁUSZYNIE – Odpowiedź Panu PLK, galeria Najdroższe obrazy świata cz.1
2011-07-25
Temat: Jestem w domu, Odpowiedzi na kilka komentarzy, galeria fotosy ze spaceru
2011-07-23
Temat: Artykuł o NIEBYCIE, jeszcze raz i po raz ostatni --- Teraz zaczynam pracować intensywnie nad ostatnia moja książeczką filozoficzną w życiu. Galeria ZOO na wesoło.

Starsze wpisy:

1 2 3 4 5 6 
7 8 9 10 11 
12 13 14 15 16 
17 18 19 20 21 
22 23 24 25 26 
licznik odświeżeń: 2348164 Statystyka:   Google Analytics